środa, 28 maja 2014

Rozdział 4

 Cześć :3 
Chciałam bardzo Was przeprosić, że tyle musieliście czekać na nowy rozdział. Brak weny i czasu zrobił swoje. 
Tym czasem chcę pozdrowić wszystkich, którzy od pewnego czasu naciskają na to, żebym ruszyła cztery litery i wzięła się do roboty. 
Dzięki <3 

Jeszcze jedno. Niektórzy chcą zobaczyć moje zdjęcie, więc prosz, ale lepiej nie patrzeć, bo chyba można się czymś zarazić XD
*zmieniłam poprzednie, trochę już urosłam
Tak więc zapraszam na kolejną dawkę Dramione :D



DRACO  POV


  Draco nie mógł się uspokoić. Hermiona była w niebezpieczeństwie, a on MUSIAŁ coś zrobić.  Nagle coś mu zaświtało. Jak Weasley'owie dostawali się na ulicę Pokątną? Za pomocą kominka! Musiał po prostu znaleźć tu jakiegoś czarodzieja i poprosić go o skorzystanie z kominku... Tylko jak rozpoznać czarodzieja w tym tłumie mugoli? Będzie trudno, ale zrobi to. Dla Hermiony.

 W pewnym momencie ktoś wypowiedział niepewnie jego imię. Rozejrzał się dookoła siebie i zobaczył całkiem znajomą twarz. Cho Chang. 

- Draco? Draco, to ty? Co ty tutaj robisz? - zapytała Cho.

- Wiesz, mój ojciec chciał, żebym tu przyjechał. Żebym przemyślał parę spraw. A ty co tu robisz? - zapytał Draco z grzeczności.

- Po zakończeniu nauki w Hogwarcie przeniosłam się tutaj do ciotki. Jest już stara i ktoś musi się nią zająć, a nie wpuszcza do domu nikogo obcego. Pomyślałam, że ja mogę to zrobić. Mam dobrą pracę w sklepie z magicznymi zwierzętami na Gincha Chong. To coś jak chińska ulica Pokątna, ale bardzo dobrze tutaj płacą. Mam też rodzinę, ale ciotka niewiele mówi. Za to są przyjaciele, na których mogę liczyć. - powiedziała Cho.

- Czyli jest OK? Cho, mam prośbę. CZy mógłbym przenieść się do jedniego miejsca za pomocą twojego kominka? 

- Tak, myślę, że da się to zrobić. - rozważała Cho. - A konkretnie jakie miejsce?

- Wiesz... eee... do rodziców. - Draco miał złe przeczucia i jak na razie nie chciał mówić jej prawdy. Co prawda sporo ryzykował kłamstwem, ale wolał być bardziej ostrożniejszy.
- Skoro chcesz, oczywiście pomogę Ci. Ruszamy? - Cho wpatrywała się w Draco jakoś tak... dziwnie.

- Pewnie. Chodźmy.

 Po pewnym czasie Draco i Cho stali przed małym lecz miło wyglądającym, zadbamym domku. Cho wyciągnęła z torebki klucze i otworzyła zielone drzwi. 

- Zapraszam. - uśmiechnęła się promiennie  do Draco. 

- Dzięki. - Draco odwzajemnł uśmiech. Powoli czuł, że powraca jego zaufanie do Cho.

 - Wejdź, a ja zaparzę herbatę. Ciotka pewnie śpi, więc nie będzie przeszkadzać.

Draco chciał już zapytać w czym nie będzie przeszkadzać, ale zrozumiał, że to nie na miejscu. Weszli do malutkiego przepokoju z kremowymi ścianami i jedną tylko jasno zieloną szafką na buty. Przeszli przed przedpokój i weszli do odrobinę tylko większego pokoju. Stało tam pianino zaskakująco małe, ale nie było co liczyć na większe do tak małego pokoiku. Na dębowej podłodze leżał niebieski dywan. Wyglądał na ręczną robotę.  Na dywanie znajdowała się brązowa, stara, ale zadbana kanapa i takie same fotele. Na ścianach wisiały różne obrazy. Jeden z nich rzucił się Draco w oczy. Przedstawiał on dwoje ludzi, kobietę i mężczyznę. Trzymali się za ręce i obejmowali się. Wszystko wydawało się bardzo spokojne i pięknę, ale Draco zauważył mały lecz istotny szczegół. W tle rosło drzewko owocowe. Po korze drzewa wił się straszliwy wąż. Syczał, a jego język i głowa zwrócone były na kochanków. W oczach zwierza czaiła się nienawiść i wściekłość. 

W pokoju był jeszcze kominek. Draco poksezdł do niego i szepnął:

- Proszę, zadziałaj.

- Co mówisz? - zawołała Cho z kuchni. 

- Nic, nic...

 Draco usiadł na kanapie iwpatrywał się w kominek jak urzeczony. Po jakimś czasie do pokoju weszła Cho z herbatą. Nastała cisza, którą przerwał Draco:

- Cho, nie wiem czy nie powinienim już iść. Nie chcę nadużywać twojej gościnności. 

- Spokojnie, wypij herbatę i wtedy pogadamy.

Draco powoli zaczął sączyć ciepły płyn. Był naprawdę niezły, może trochę za słodki. Po pewnym czasie skończył i  chwiejnie wstał od stołu. Nie czuł się najlepiej. Cho spojrzała na niego smutno.

- Nie idź.

Nagle Cho wydałą mu się najpiękniejszą i najcudowniejszą osobą na świecie. Nie ważna jest już ta szlama, Hermiona Granger, teraz liczy się tylko Cho.

- Dobrze.

Cho podeszła do Draco i delikatnie musnęła go w usta. Draco odwzajemnił pocałunek. Przywlekli do siebie i czule całowali. W pewnym momencie Draco opamiętał się i uświadomił sobie, że coś jest nie tak. Cho chyba zamiast herbaty podała mu napój miłosny!

Odkleił się od niej. Podbiegł do kominka, po drodze zabrał z szafki proszek do teleportacji. Rzucił proszek w płomienie kominka, które rozpalił kiedy czekał na herbatę, stanął w płomieniach i krzyknął:

- NA POKĄTNĄŁ!

I malutki pokoik z płaczącą Cho zniknął mu z oczu.




UWAGA!  DATA NASTĘPNEGO ROZDZIAŁU NIE JEST ZNANA, ALE POSTARAM SIĘ NAPISAĆ GO JAK NAJSZYBCIEJ ;)

 

PAPA ;*

 

 

sobota, 22 marca 2014

Rozdział 3 + informacja :)

HERMIONA POV

Zadzwonił telefon. Hermiona z trudem otworzyła oczy. Powoli wstała, i podeszła do brzęczącej komórki. 
Usłyszała znajomy lecz dawno nie słyszany głos jej jedynej, prawdziwej przyjaciółki:
- Hermiona? Jesteś tam? - w głosie Ginny było słychać wielkie szczęście.  
- Cześć, Ginny, jak tam u Ciebie? - Hermiona odezwała się słabym głosem.
- Wspaniale, zaraz powiem Ci dlaczego, ale najpierw powiedz mi, czy masz taki niewyraźny głos, czy mi się przesłyszało? - na moment ucichła, bo rozpoznała ton tej chrypki. - Płakałaś? 
- Tak, wczoraj Draco musiał wyjechać na półtora miesiąca do Chin. Jego ojciec go tam wysłał. Ma chyba nadzieję, że podczas pobytu tam zmieni zdanie i ze mną zerwie... nie za bardzo się lubimy - wytłumaczyła.
- Oj, to nie dobrze. - zmartwiła się Ginny. - W późniejszym życiu twoje relacje z jego ojcem będą miały wielkie znaczenie.
 - Wiem, dlatego się martwię... ale dość już o mnie. Miałaś mi powiedzieć dlaczego jesteś taka szczęśliwa. - zmieniła temat Hermiona.
- Ach, no tak, zapomniałam. - chwila ciszy, a potem: - HARRY I JA ZARĘCZYLIŚMY SIĘ!
- O boże, gratulacje. - rzekła zmieszana Hermiona. - Bardzo się ciesze.
- Dzięki. - Ruda zdążyła już trochę ochłonąć. - I chcę, żebyś była moją druhną. Luna już się zgodziła... co ty na to?
- No cóż, nie mogę zawieźć mojej najlepszej przyjaciółki w jej wielkim dniu! - Dziewczynie znów zebrało się na łzy.
- Wiem, że to może być dla Ciebie trudne, przecież kiedyś chodziliście... - teraz Ruda miała wątpliwości. Ale z drugiej strony bardzo kochała Harry'ego. Wybrała miłość życia, a nie najlepszą przyjaciółkę.
- Nic z tych rzeczy... po prostu ostatnio moje życie zmieniło się w istny koszmar, więc trudno mi jest zaakceptować jakieś szczęśliwe wydarzenie... to wszystko. - podpowiedziała brązowooka.
- Dobrze, rozumiem. Mam jeszcze jedno pytanie. - Hermiona wstrzymała oddech. Czy jej przyjaciółka ma jeszcze jakieś informacje, które znów spowodują zły humor przez resztę dnia? - Chciałabyś przyjechać do nas jutro? Żeby pomóc nam w organizacji przyjęcia.
- Oczywiście, poproszę tatę, żeby mnie odwiózł. 
- Nie ma problemu, Harry może po Ciebie pojechać, prawda kochanie? - Hermiona usłyszała w tle męski głos. Wyrażał zgodę. - Harry się zgadza. Mówi też, że podjedzie pod twój dom około godziny 12.
- Dzięki. - Hermiona czuła się coraz gorzej. - Musze już kończyć. Do zobaczenia jutro.
- Trzymaj się tam jakoś. - Ginny odłożyła słuchawkę.
Hermiona była załamana. Najpierw wyjazd Draco, a teraz ślub jej byłego chłopaka! I to jeszcze z jej najlepszą przyjaciółką! Najchętniej teraz zerwałaby z nimi kontakt. Była wściekła ale też szczęśliwa, że jej przyjaciółka odnalazła wreszcie prawdziwą miłość. 
Jeszcze raz podniosła słuchawkę, i wykręciła numer Draco. Musi powiedzieć mu wszystko. Natychmiast.

*****

DRACO POV

W samolocie obudziła go stewardessa. Powiedziała, że samotol już wylądował, i że trzeba opuścić samotol. Zabrał swoje rzeczy i wyszedł z samolotu. Gdy tylko zszedł na ziemie ślepiło go słońce. Nic nie widział. Dopiero kiedy jego oczy przyzwyczaiły się do światła, zobaczył lotnisko, imponujące samoloty i ludzi. Nagle usłyszał dzwonek telefonu. Na ekranie wyświetlił się numer Hermiony. Natychmiast odebrał. 
- Hermiona? Wszystko w porządku? - zapytał zaniepokojony.
- Tak, spokojnie. Chciałam tylko usłyszeć twój głos. - powiedziała słodko. - No, i przekazać kilka informacji.
 - Tęsknię. -Tylko to jedno słowo udało mu się przecisnąć przez gardło. Tak bardzo chciał teraz jej dotknąć, pocałować, poczuć ją, że jest przy nim. 
- Ja też. - szepnęła. Jej też pewnie go brakowało. - Posłuchaj, Ginny i Harry zaręczyli się, i zapraszają mnie na ślub.
- To wspaniale! Przekaż gratulacje ode mnie. - po raz pierwszy od czasu wyjazdu, uśmiech zagościł na jego twarzy.
- Taaak... tylko, że Harry przyjedzie dzisiaj po mnie do domu. - jej głos stawał się coraz bardziej słabszy.
- I co w związku z tym? - znów zaczął się niepokoić. 
- Wydaje mi się, że on chce zapłacić mi za to, że z nim zerwałam. Chyba chce mi zrobić krzywdę, a teraz będzie ze mną sam na sam. To idealny moment. - srebrnowłosemu wydawało się, że Hermiona zaraz zemdleje.
Cała krew odpłynęła mu z twarzy. 
- Spokojnie, to twój przyjaiel, na pewno nie zrobi Ci krzywdy, ale jeśli coś naprawdę będzie się działo, zadzwoń. 
- Dziękuje Ci. Będę pamiętać. - uspokoiła się trochę. - Muszę już kończyć, chyba właśnie przyjechał.
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie te... - nie dokończyła. Draco zaczął naprawdę się niepokoić.
- Hermiono, jesteś tam? Hrmiono? HERMIONO! - nikt nie odpowiedział.
 Nagle Draco usłyszał krzyk. Krzyk Hemiony. A potem znowu cisza.
- HERMIONO! HERMIONOOO! - Draco, zrozpaczony darł się do słuchawki.
Usłyszał sygnał kończący rozmowę. Ktoś po drugiej stronie słuchawki się rozłączył, ale to na pewno nie była Hermiona. 
 Najprawdopodobniej Harry porwał Hermionę. Zrobił to, czego ona tak się bała, a on jej nie pomógł. Jeśli cos jej się stanie nie wybaczy sobie. Nie, musi jej pomóc teraz. Nie może zostawić jej w potrzebie. 



*****



Hej, tu Mrs. Mellark :)

Chciałabym przekazać Wam kilka istotnych informacji. 


Po pierwsze:
Data następnego rozdziału nie jest znana.




Po drugie:
KONIECZNIE zostaw komentarz, nawet ten negatywny. Każda opinia jest dla mnie ważna :D



W zasadzie to tyle XD

Pozdrawiam,
  Mrs. Mellark 

piątek, 21 marca 2014

Rozdział 2

 Był już wieczór. Gwiazdy migotały na czarnym niebie. Na małej górce, na szkolnych błoniach, siedział chłopak z szarymi lecz pięknymi oczami i dziewczyna z burzą brązowych włosów. Obejmowali się. Nagle chłopak szepną:
 - Wiesz, będzie mi tego brakowało.
Dziewczyna spojrzała na srebrnowłosego.
 - To nie wyjeżdżaj.
 - Dobrze wiesz, że nie mogę. Ojciec nie może już tego odwo... - niedokończył, ponieważ kasztanowo-oka wybuchła głośnym szlochem.
- Nie chcę, żebyś wyjeżdżał. Nie pozwolę Ci! - krzyknęła zrozpaczona.
-  Hermiono, nie płacz. - Pocałował ją. - Popatrz,  kiedy siedziałem wczoraj w pokoju, zrobiłem Ci mały prezent, żebyś nie zapomniała, że masz mnie.
 Pogrzebał w kieszeni szaty, i wyciągną srebrny łańcuszek z jaskółką w locie. Wręczył dziewczynie a potem znów ją pocałował.
- Podoba Ci się? - zapytał się Hermiony, która przestała szlochać i teraz z otwartymi ustami parzyła się na podarunek.
- Jest piękny. Draco, jest piękny. - rzuciła mu się na szyję. - Spokojnie, poczekam na Ciebie te półtora roku. - szepnęła mu do ucha.


*****


 Po pół godzinie, po Draco przyjechał ojciec. Kazał mu znosić kufry i pakować je do samochodu. Jednak on się nie śpieszył. Zawołał Hermionę do jego sypialni, włączył powolną muzykę i zaprosił ją do tańca. Dziewczyna z rumieńcami na i tak różowych już policzkach, zgodziła się. On objął ją w pasie a ona położyła dłoń na jego ramieniu.  Wirowali w rytm muzyki wpatrzeni w siebie nie mogąc uwierzyć. Po raz ostatni dotykali się przed półtoraroczną przerwą, która dla obojga miała być wieczną męczarnią. Już za sobą tęsknili. Dziewczyna nie mogła się powstrzymać i z jej kasztanowego oka poleciała pojedyncza łza. Uśmiech jednak nie schodził z jej twarzy. Nagle usłyszeli krzyk ojca młodego Malfoy'a. Wołał syna. Draco ostatni raz spojrzał na ukochaną. Jego oczom ukazał się najsmutniejszy widok jaki we wcześniejszym,  i w późniejszym życiu miał okazję zobaczyć. Hermiona stała z ukrytą twarzą w dłoniach, lecz po chwili ją podniosła. Cały makijaż zdążył się już zmazać, a z jej oczu ciurkiem spływały łzy. Podbiegła do niego i namiętnie pocałowała. Potem jeszcze pogłaskała go po policzku. 
- Będzie mi Cię brakować. - powiedziała.
- Mi Ciebie też. - odpowiedział smutno. - Muszę już iść. 
 Otworzył piękne, brzozowe drzwi. Obejrzał się jeszcze przez ramię. Naprawdę będzie mu jej brakować. Znów usłyszał głos ojca:
- DRACO! CO TY TAM WYPRAWIASZ! ZŁAŹ NA DÓŁ! NATYCHMIAST!
- Już idę, ojcze.
 Zamknął drzwi, i prawie natychmiast usłyszał głośny szloch.

* następnego ranka

HERMIONA POV

Rodzice czekali już przy wejściu do Wielkiej Sali. Wpada w ich ramiona.  Teraz tylko te ramiona były jej ucieczką od brutalnej rzeczywistości. Pamiętała te ramiona. Ufała im. Nigdy ich nie zapomni. 
 Ostatni raz spojrzała na gigantyczne drzwi do Wielkiej Sali. Już nigdy tu nie wróci. Nigdy. 
 Siedziała już w samochodzie jej mugolskich rodziców. Na jej kolanach spał Krzywołap. Głaskała go myśląc o Draco. Co teraz robił? Czy już doleciał? Czy myślał o niej? Czy tęsknił tak samo jak ona?
Kiedy wróciła do domu, rzuciła się na łóżko, i jak zwykle zaczęła płakać. Po paru minutach zasnęła jedna, wyczerpana.

  
DRACO POV

Siedział w samolocie. Patrzyły się na niego dwie, atrakcyjne panienki. Mrugały do niego, zagadywały go, i trzepotały rzęsami, ale on myślał tylko o Hermionie, która teraz pewnie płakała. Na samą myśl o tym robiło mu się smutno, i też chciało mu się płakać.  Jedna z dziewuszek w końcu zdobyła się na odwagę, i pogłaskała zamyślonego chłopaka po ręce. Nie wytrzymał:
- Ej, zostaw mnie! Przestańcie mnie w końcu dręczyć. Nie zauważyłyście, że nie zwróciłem na Was najmniejszej uwagi? Lepiej zmykajcie, w tej chwili! - wrzasną, odpychając rękę dziewczyny.
Dziewczyny uciekły, a Draco wrócił do swoich myśli o ukochanej. Jednak podobnie jak jego wybranka zasnął już po chwili.





Mam nadzieję, że się podoba :)

Skomentuj, aby powiedzieć mi, co mam poprawić! ;)

 Pozdrawiam,
     Mrs. Mellark

czwartek, 20 marca 2014

Rozdział 1

 Hermiona zbliżała się do wielkich, dębowych drzwi ok wielkiej Sali. Kiedy tam weszła miała przeczucie, że coś jest nie tak. W ciągu roku szkolnego znajdywały się tutaj cztery, wielkie stoły, przy których siedziały tłumy uczniów Hogwartu. Teraz w Wielkiej Sali było dziwnie pusto. Wszystkie stoły zniknęły, na samym środku znajdowały się tylko dwa krzesła przystawione do małego stoliczka. Na jednym z krzeseł siedział Draco. Obok jego talerza stało jabłko i sok pomarańczowy, który tak bardzo lubi. Na talerzu znajdowała się najzwyklejsza kanapka z serem, sałatą, szynką i pomidorami. Kiedy usłyszał kroki Hermiony przestał jeść i uśmiechną się. Dziewczyna odwzajemniła uśmiech i  usiadła na przeciwko chłopaka. Nie trać czasu, pomyślała sobie, miej to już za sobą.
Jednak Draco odezwał się pierwszy.
- Cześć słoneczko, dobrze się spało - uśmiech wciąż nie schodził z twarzy chłopaka.
- Tak, dziękuje za troskę - odpowiedziała.
- Hermiono, wiesz jak bardzo Cię kocham, prawda?
- Oczywiście - z niewiadomych powodów Hermiona zaczęła się niepokoić.
- To dobrze. Posłuchaj, muszę Ci coś powiedzieć - dopiero teraz miał poważną minę -  A więc, mój ojciec zafundował mi wczasy. Już dziś wieczorem przyjeżdża tutaj żeby mnie odwieźć na lotnisko.
- Ale gdzie? Gdzie jedziesz? - Hermiona była bliska płaczu choć nawet nic jeszcze nie wiedziała.
- Hermiono, nie denerwuj się, proszę - Draco pogłaskał swoją wybrankę po policzku - Do Chin. Wyjeżdżam do Chin.
- Na ile.
- Słucham?
- Na ile wyjeżdżasz.
 Na twarzy Draco pojawił się ból.
- Na półtora roku.
 Hermiona nie wytrzymała. Z oka dziewczyny wydobyła się przezroczysta, słona substancja. W tej samej chwili z drugiego oka wyleciał ten sam płyn, co z pierwszego oka. Ścigały się po różowych, gładkich policzkach aż wylądowały na posadzce w Wiekiej Sali.
- Hermiono, nie płacz - Draco próbował uspokoić w jakis sposób swoją dziewczynę, jednak na próżno. W końcu zdobył się na ten gest i pocałował ją.
 Jeszcze nigdy ich usta nie spotkały się, więc to był ważny moment w ich życiu. Hermiona była zaskoczona, że chłopak miał tak ciepłe usta, a Draco nie spodziewał się tego, że ta kujonka może tak świetnie całować. Dla obojga ta chwila zdawała się płynąć w nieskończoność, a przynajmniej nikt nie chciał tego kończyć. Ale jednak musieli złapać oddech. Kiedy odkleili się od siebie i mieli juz wystarczający zapas tlenu, wpadli sobie w objęcia. Podzielili się temperaturą ich ciał, tworząc idealną harmonię, ponieważ dziewczynie było gorąco, a chłopak miał lodowate ciało. Nawzajem ogrzewali się i ostudzali. Po tej wspaniałej chwili, wyszli na błonia i cieszyli się tym dniem tylko we dwoje.

Prolog


Hermiona otworzyła oczy. Leżała w swoim ciepłym łóżku w wieży Gryffindoru. Przeciągnęła się w jedną i drugą stronę, a potem powoli wstała. Rozejrzała się po pokoju. Kufry były już spakowane, a inne łóżka - puste. Dawne lokatorki wyjechały dzień wcześniej do swoich domów, jednak Hermiona miała coś jeszcze do załatwienia. Musiała wyjaśnić coś z pewnym chłopakiem. Denerwowała się, ponieważ nie wiedziała dokładnie co ma powiedzieć, ale... kochała go ponad wszystko i czuła, że kiedy spojrzy w jego szare, lecz piękne oczy będzie wiedziała jak się zachować. Ale, przecież nie miała dla niego specjalnie dobrych wieści... A co jeśli stanie się dla niej opryskliwy i zły jak dawniej? W końcu kiedyś był jej wrogiem. Nienawidziła go. Za to wszystko co jej robił. Za wytykanie jej tego, że jej rodzice są mugolami, za śmianie się z jej burzy włosów, których nigdy nie mogła porządnie rozczesać i za wielkie, przednie zęby. To był najgorszy jak dotąd okres w życiu Hermiony. Ale teraz już przeminą, nie ma się czego obawiać. Jest teraz jej chłopakiem, nie ma się czego bać. Przy nim czuje się bezpieczna. Na chwilę jeszcze powróciła myślami do dawnych czasów spędzonych z przyjaciółmi, i  zaczęła się ubierać.
 Podczas roku szkolnego zawsze coś się działo - inne dziewczyny z pokoju przez całą noc potrafiły gadać o tym, który chłopak najbardziej im się podoba, jakie buty założą jutro i inne pierdoły, które dla Hermiony nie były szczególnie ważne. Ona wolała książki. Uwielbiała zapach nowiutkich książeczek, które trawiały do szkolnej biblioteki. Zawsze po lekcjach chodziła tam z przyjaciółmi, których już teraz nie ma. Wyjechali, zostawili ją samą... Harry razem z Ginny wrócili do Doliny Godryka, planowali już ślub, Ron po zerwaniu również postanowi oddalić się od byłej dziewczyny. Została sama. No, nie całkiem sama. Jest jeszcze ON. Draco Malfoy, najukochańszy, najmilszy i najczulszy chłopak jakiego miała. 
 Spojrzała na zegarek. Zbliżała się ósma, trzeba zejść na śniadanie do Wielkiej sali i zataszczyć kufry na dół. Nagle poczuła, jak coś bardzo miękkiego dotyka jej dłoni. Krzywołap! Na śmierć o nim zapomniała. Jego też trzeba spakować i nakarmić. Wzięła brzydkiego, rudego kota na ręce i mocno przytuliła. Wiele mu zawdzięczała. Kochał ją i opiekował się nią, a ona odwdzięczała mu się tym samym.  
 - To co, Krzywołapku, trzeba opuścić to miejsce - powiedziała Hermiona do swojego czteronożnego przyjaciela - Już na zawsze.

Powitanie :D

CZEŚĆ :)

Mam na imię Natalia. Zawsze chciałam prowadzić swojego własnego bloga i teraz mi się udało. Dramoine pokochałam niedawno, zaczęło się od mojej dobrzej przyjaciółki (dzięki Iza <3 ), która również kocha Dramione, i tak jakoś wyszło :) Przygodę z Harrym Potterem zaczęłam w wieku 10 lat, wtedy przeczytałam pierwszą część tej wspaniałej serii. Zakochałam się w niej od razu. Mam nadzieję, że jakoś wytrzymamy ze sobą. 

Dobra, muszę zmykać do szkoły.
Prolog będzie już dzisiaj, tylko wrócę z rekolekcji...

Dopiero zaczynam swoja przygodę z opowiadaniami, więc proszę o wyrozumiałość :)

Mrs. Mellark