Cześć :3
Chciałam bardzo Was przeprosić, że tyle musieliście czekać na nowy rozdział. Brak weny i czasu zrobił swoje.
Tym czasem chcę pozdrowić wszystkich, którzy od pewnego czasu naciskają na to, żebym ruszyła cztery litery i wzięła się do roboty.
Dzięki <3
Jeszcze jedno. Niektórzy chcą zobaczyć moje zdjęcie, więc prosz, ale lepiej nie patrzeć, bo chyba można się czymś zarazić XD
*zmieniłam poprzednie, trochę już urosłam
Tak więc zapraszam na kolejną dawkę Dramione :D
DRACO POV
Draco nie mógł się uspokoić. Hermiona była w niebezpieczeństwie, a on MUSIAŁ coś zrobić. Nagle coś mu zaświtało. Jak Weasley'owie dostawali się na ulicę Pokątną? Za pomocą kominka! Musiał po prostu znaleźć tu jakiegoś czarodzieja i poprosić go o skorzystanie z kominku... Tylko jak rozpoznać czarodzieja w tym tłumie mugoli? Będzie trudno, ale zrobi to. Dla Hermiony.
W pewnym momencie ktoś wypowiedział niepewnie jego imię. Rozejrzał się dookoła siebie i zobaczył całkiem znajomą twarz. Cho Chang.
- Draco? Draco, to ty? Co ty tutaj robisz? - zapytała Cho.
- Wiesz, mój ojciec chciał, żebym tu przyjechał. Żebym przemyślał parę spraw. A ty co tu robisz? - zapytał Draco z grzeczności.
- Po zakończeniu nauki w Hogwarcie przeniosłam się tutaj do ciotki. Jest już stara i ktoś musi się nią zająć, a nie wpuszcza do domu nikogo obcego. Pomyślałam, że ja mogę to zrobić. Mam dobrą pracę w sklepie z magicznymi zwierzętami na Gincha Chong. To coś jak chińska ulica Pokątna, ale bardzo dobrze tutaj płacą. Mam też rodzinę, ale ciotka niewiele mówi. Za to są przyjaciele, na których mogę liczyć. - powiedziała Cho.
- Czyli jest OK? Cho, mam prośbę. CZy mógłbym przenieść się do jedniego miejsca za pomocą twojego kominka?
- Tak, myślę, że da się to zrobić. - rozważała Cho. - A konkretnie jakie miejsce?
- Wiesz... eee... do rodziców. - Draco miał złe przeczucia i jak na razie nie chciał mówić jej prawdy. Co prawda sporo ryzykował kłamstwem, ale wolał być bardziej ostrożniejszy.
- Skoro chcesz, oczywiście pomogę Ci. Ruszamy? - Cho wpatrywała się w Draco jakoś tak... dziwnie.
- Pewnie. Chodźmy.
Po pewnym czasie Draco i Cho stali przed małym lecz miło wyglądającym, zadbamym domku. Cho wyciągnęła z torebki klucze i otworzyła zielone drzwi.
- Zapraszam. - uśmiechnęła się promiennie do Draco.
- Dzięki. - Draco odwzajemnł uśmiech. Powoli czuł, że powraca jego zaufanie do Cho.
- Wejdź, a ja zaparzę herbatę. Ciotka pewnie śpi, więc nie będzie przeszkadzać.
Draco chciał już zapytać w czym nie będzie przeszkadzać, ale zrozumiał, że to nie na miejscu. Weszli do malutkiego przepokoju z kremowymi ścianami i jedną tylko jasno zieloną szafką na buty. Przeszli przed przedpokój i weszli do odrobinę tylko większego pokoju. Stało tam pianino zaskakująco małe, ale nie było co liczyć na większe do tak małego pokoiku. Na dębowej podłodze leżał niebieski dywan. Wyglądał na ręczną robotę. Na dywanie znajdowała się brązowa, stara, ale zadbana kanapa i takie same fotele. Na ścianach wisiały różne obrazy. Jeden z nich rzucił się Draco w oczy. Przedstawiał on dwoje ludzi, kobietę i mężczyznę. Trzymali się za ręce i obejmowali się. Wszystko wydawało się bardzo spokojne i pięknę, ale Draco zauważył mały lecz istotny szczegół. W tle rosło drzewko owocowe. Po korze drzewa wił się straszliwy wąż. Syczał, a jego język i głowa zwrócone były na kochanków. W oczach zwierza czaiła się nienawiść i wściekłość.
W pokoju był jeszcze kominek. Draco poksezdł do niego i szepnął:
- Proszę, zadziałaj.
- Co mówisz? - zawołała Cho z kuchni.
- Nic, nic...
Draco usiadł na kanapie iwpatrywał się w kominek jak urzeczony. Po jakimś czasie do pokoju weszła Cho z herbatą. Nastała cisza, którą przerwał Draco:
- Cho, nie wiem czy nie powinienim już iść. Nie chcę nadużywać twojej gościnności.
- Spokojnie, wypij herbatę i wtedy pogadamy.
Draco powoli zaczął sączyć ciepły płyn. Był naprawdę niezły, może trochę za słodki. Po pewnym czasie skończył i chwiejnie wstał od stołu. Nie czuł się najlepiej. Cho spojrzała na niego smutno.
- Nie idź.
Nagle Cho wydałą mu się najpiękniejszą i najcudowniejszą osobą na świecie. Nie ważna jest już ta szlama, Hermiona Granger, teraz liczy się tylko Cho.
- Dobrze.
Cho podeszła do Draco i delikatnie musnęła go w usta. Draco odwzajemnił pocałunek. Przywlekli do siebie i czule całowali. W pewnym momencie Draco opamiętał się i uświadomił sobie, że coś jest nie tak. Cho chyba zamiast herbaty podała mu napój miłosny!
Odkleił się od niej. Podbiegł do kominka, po drodze zabrał z szafki proszek do teleportacji. Rzucił proszek w płomienie kominka, które rozpalił kiedy czekał na herbatę, stanął w płomieniach i krzyknął:
- NA POKĄTNĄŁ!
I malutki pokoik z płaczącą Cho zniknął mu z oczu.
UWAGA! DATA NASTĘPNEGO ROZDZIAŁU NIE JEST ZNANA, ALE POSTARAM SIĘ NAPISAĆ GO JAK NAJSZYBCIEJ ;)
PAPA ;*
Hejj :) Kiedy następny rozdział?? Czekam i czekam a tu nadal nic... ;c Mam nadzieję że już niedługo będzie. Nie mogę się doczekać. ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ;3
Cześć, mam dla ciebie wiadomość. Liczę, że zajrzysz, bo kiedyś komentowałaś tę historię :)
OdpowiedzUsuńhttp://harrymione-diary.blogspot.com/2015/05/come-back.html